• Wpisów:3
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:35 dni temu
  • Licznik odwiedzin:171 / 37 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie mogłam już zasnąć.
Otaczająca cisza delikatnie głaskała mnie po głowie. Blady sufit. Biały, blady sufit został moim ulubionym obrazem. Wpatrywałam się w niego jak w idealne, marmurowe dzieło Michała Anioła. Kolejna pieta z wyrytym smutkiem na twarzy.
Czułam jak z moich ust wylatuje powietrze.

Wdech... Głębia mrocznych myśli weszła w moje ciało.
Wydech... Czuje, jak przebijają mur wytrzymałości.
Wdech... Tlen rozcinał moje wnętrzności jak rozbita butelka.
Wydech... Zaraz sama przejdę na drugą stronę, przez tłuczone szkła.

Im dłużej się w niego wpatruje, tym większe mam wrażenie że tylko on mnie rozumie.
Tik, Tak. Tik , Tak.
Tykanie zegara przypominało mi o upływającym czasie.
Tyle już minęło.... A ja dalej bez ruchu.
Spodziewałam się, że ból będzie rozrywać mnie na kawałki.
Ale w tym wszystkim, najgorsze jest to, że go nie ma. Nic już nie czuję. Nie umiałam tego pojąć.
Pamiętam jak świetnie bawiłyśmy się razem. Jej śmiech był muzyką dla moich uszu.
Te wspólne chwile... Te wszystkie wspólne chwile, które razem przeżyłyśmy.
Jeżeli miałabym wymienić najfajniejszy moment związany z Susan, to była by to zimna godzina.

Spokojny wieczór. Odprowadzała mnie wtedy na autobus. Z nieba padał drobniutki pył przypominający kruszony lód. Wymieszany razem z płatkami śniegu ulatywał, tak jak mąka ucieka pomiędzy palcami piekarza.
Ubrana była tak jak zawsze. Czarna kurtka, spodnie, buty. Na głowie ciemna czapka przykrywająca czoło. Jej włosy układały się tak wybitnie. Rumiane od zimna policzki dodawały tylko uroku. To takie słodkie, że jest niższa ode mnie. Miała lekko przesuszone usta. Lecz oczy... Boże co to były za oczy. Wynagradzały każdą malutką skazę, "niedoskonałość". Nigdy ich nie zapomnę. Patrzyły na mnie tak nieśmiało, a zarazem jak na osobę, przy której można wszystko. Była przepiękna tamtego wieczoru. Przepiękna.
Szłyśmy przez park i byłyśmy już prawie na miejscu. Wtedy wpadł mi do głowy dość szalony pomysł aby obrzucić ją śniegiem. Nie wiem co we mnie wystąpiło. Poczułam w sobie takie dziecko, które gdzieś po drodze zagubiłam. Zawsze przy niej starałam się być poważna. Nigdy mi nie wychodziło. Rozbawiało mnie to, że nawet nie umiała we mnie trafić. W pewnym momencie bitwy, obie wylądowałyśmy na ziemi. Mokre i całe w śniegu. Już nie czułam tego zimna, które panowało. Pomimo minusowej temperatury odczuwałam w środku ciepło. Mieszkający tam żelazny golem najwyraźniej postanowił rozpalić w kominku. Pocałowałam ją delikatnie, ponieważ nie czułam żadnych barier. Nie zważałam nawet na to, że ktoś mógł na nas patrzeć. Nie obchodził mnie świat. Widziałam tylko ją. Pełną w śniegu. Białą jak posąg. Nic nie miało dla mnie znaczenia. Tylko ona...

- Kocham cię -wymamrotałam.
- Zejdź ze mnie łomie! -krzyknęła z oburzeniem.
- Łomie? -Zapytałam
-To ja wyznaje ci miłość, a ty mnie przezywasz...
- Oj dobrze wiesz, że ja ciebie też kocham.
Po prostu jestem cała mokra, a zaraz mam wigilię w internacie.
Proszę?
-Dobrze.
-Dziękuję.
Zrobiłam tak jak mnie prosiła.
Już miałam wytrzepywać z kieszeni resztki lodu, gdy nagle poczułam jak coś rzuca mi się na nogi.
To była ta sama głupia małpa, która wcześniej ze mną leżała rzekomo przemarznięta i mokra.
Bezczelnie rzuciła się na mnie jak jakiś groźny jamnik. Oczywiście misja nie powiodła się i zamiast leżeć w śniegu, patrzyłam rozbawiona jak sama po raz kolejny wywraca się.

-Susan... Mały groźny jamnik.
-To nie jest śmieszne.
Co ja poradzę, że jestem drobna...
-Jesteś malutka a nie drobna. -Odpowiedziałam sarkastycznym i drażliwym tonem.
-Powiedział Wielkolud. - foszystym ruchem wypowiedziała ostatnie zdanie i odwróciła wzrok jak gdyby mnie tam w ogóle nie było.
-Jesteś moim malutkim, groźnym zabójcą. - Powiedziałam aby załagodzić sytuację.
Lecz to była prawda. Była moim malutkim, groźnym i zabójczym jamnikiem. Była tylko moja...

Oh mój blady suficie... Moje marmurowe dzieło. Jesteś jak płótno ekranu w sali kinowej. Wyświetlasz mi wszystko to, co chciałabym widzieć i zapamiętać. Ale po co? Bym zrozumiała ile dla mnie znaczy? Przecież wiem.
Znaczy dla mnie o wiele więcej niż wszystko.
Paraliżuje mnie strach. Nie mogę się ruszyć.
Najgorsze jest to, że wiem, że jest mi smutno. Wiem, że to wszystko mnie boli. Jeszcze gorsze w tym wszystkim to, to że nie umiem już nawet tego ukazać. Nie umiem użyć emocji. Raz chce mi się śmiać z tych wszystkich wspomnień... A drugi raz mam ochotę płakać. Nie umiem tego kontrolować. To wszystko dzieję się tak nagle. Nie umiem tego przewidzieć.

Moje marmurowe dzieło... Po co mi to wszystko pokazujesz? To mnie niszczy.
Przestań proszę.
  • awatar mojezyciecalaja: Super ! Zapraszam serdecznie na mojego bloga makijażowego: https://makijazowaja.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 




Wspomnienia. To taka rzecz, która zawsze wraca. Są przy tobie zwłaszcza wtedy, gdy chcesz o nich zapomnieć.
Strach, lęk tylko je pobudza. Pojawiają się przed oczami jak film. Subtelny i zarazem szybki ciąg zdarzeń , niczym klatki w taśmie kinematograficznej.
Mija pół godziny. Krótki sceny latają wokół mojej głowy. Staram skleić wszystko w jedną, spójną całość. Cofam się wstecz. Cofam się do tego, dlaczego tu jestem. W wodzie, z nią. Pustką...

Poniedziałek, godzina szósta trzydzieści.
Rozciągam się na łóżku, zajmując całą jego powierzchnie. Prawą ręką ocieram oczy i rozleniwionym wzrokiem spoglądam w kierunku zegara.
-O mój Boże! Zaraz się spóźnię! -wykrzyknęłam, pędząc od razu w stronę łazienki.
Nie zdążyłabym umyć i ułożyć od nowa włosów, zważając na to ile czasu mi zostało. Wzięłam do ręki suszarkę, która leżała pod umywalką. Odkręciłam na najmocniejszy bieg i suszyłam to z iście fryzjerską precyzją. Na szczęście w pierwszej klasie ścięłam włosy, co ułatwiło mi to zadanie. Ułożyłam je ku górze, tak jak zazwyczaj. Następnie wzięłam się za make-up. Tu już trochę gorzej mi szło, zwłaszcza gdy nie jest się uradzoną pięknością. Ręki Picassa też nie mam.
Starałam się jak tylko mogłam, ukryć moje nastoletnie niedoskonałości.
Zostało pięć minut.
Nie wiedziałam nawet co na siebie założyć.
Pełna szafa stała w moim pokoju tuż za ścianą. Wystarczyłoby ją tylko otworzyć i ubrać coś co pasuje kolorystycznie lub w miarę estetycznie.
Lecz stałam jak słup soli z totalną pustką w głowie.
Jeżeli spóźniłabym się to Susan znienawidziłaby mnie do końca życia. Obiecałam, że przyjdę rano przed lekcjami do jej pokoju. Ucałuje ją i wyściskam jak tylko potrafię. Miała ostatnio złe dni. Ja zresztą też... Dałam jej ostatnio mocno w kość. Chciałabym jej to jakoś wynagrodzić. Pokazać, że bardzo mi na niej zależy. Jest całym moim światem. Mam tylko ją... Mój mały skarb.
Tak bardzo ją kocham.
Wnet przypomniałam sobie o mojej czerwonej, sportowej bluzie. Wczoraj ją uprałam. Do tego założyłam czarne, gładkie spodnie.
Nazwa marki na mojej bluzie dała mi wiele di zrozumienia. You can do it! Spięłam pośladki i ruszyłam ku drzwiom na korytarz.
Nagle, moim oczom ukazała się Mama.
Co Ela Pamela robi o godzinie siódmej w salonie? -pomyślałam
-Gdzie ty się szykujesz? - Zapytała.
- Do szkoły. A gdzie mogę iść o tej porze?
-Zapomniałaś że idziesz do ortodonty na operacje?
-Pamiętam. Ale mam ją dopiero o jedenastej. Lekcje natomiast zaczynam o ósmej.
-Nigdzie nie idziesz. Przecież jedziesz ze mną.
-Jak to? To nie idziesz do pracy? -Zdziwienie na mojej twarzy wyraźnie dało o sobie znak.
-Źle się czuje, wiec wzięłam sobie wolne. Potem i tak jadę do lekarza po zwolnienie. Tata cię odbierze. Poza tym, nie będzie chciało mi się jeździć po ciebie w kółko.
-Oh, okej.
Smutek zapanował na mojej twarzy. Jak ja jej to powiem? Mam nadzieję ze to zrozumie...
-Na co tak czekasz? Idź spać. - wtrąciła nagle mama.
Poszłam do pokoju. Wskoczyłam na łóżko i wzięłam się za pisanie do Sue sms’a.

Ja:
"nie zobaczymy sie bo mama powiedziała ze. nigdzie nie idę rano do szkoły bo jej się nie będzie chciało w kółko po mnie jeździć..."

Susan:
"eh muszę z tobą porozmawiać"

J: "coś powiedziałam nie tak ? "

S: "Nie"

J: "twoi rodzice są źli za twoje oceny?"

S: "nie, poczekaj napisze ci"

J: "oh okej"

Minęło piętnaście minut. Jestem dość niecierpliwą osobą, więc zapytałam:

J: "to co tam hmmm?"

To, co mi napisała kompletnie zwaliło mnie z nóg. Nawet nie poczułam ja łzy same spływały mi po policzku. Dostałam najgorszą wiadomość jaką mogłam sobie wyobrazić:

S: "myślałam ostatnio dużo a w ten weekend to już w ogóle i stwierdziłam, że ja nie jestem jeszcze i nie wiem czy kiedykolwiek będę gotowa na związek. ludzie mi często mówili, żebym próbowała bo przecież nie mam nic do stracenia ale ja nigdy tak nie chciałam i dopiero z tobą stwierdziłam, że może mają racje. ale nie powinnam tego robić. to nie jest tak, że żałuje tego czasu z tobą bo dużo dzięki temu zrozumiałam i nauczyłam się tylko nie powinnam była marnować twojego czasu. przepraszam za to wszystko i przepraszam, że pisze to w smsie ale nastawiłam się już, że powiem ci to dziś i nie dałabym rady udawać, że wszystko jest w porządku. wiem, że teraz nie powinnam cię o nic prosić i zrozumiem jeśli się nie zgodzisz ale proszę zostańmy znajomymi. nadal chce z tobą rozmawiać i jeśli byłaby taka potrzeba pomagać ci w muzycznych czwartkach czy coś"

Smutek momentalnie zagościł na mojej twarzy.
Nie wiedziałam nawet co powiedzieć. Jak to sobie wyjaśnić... Dlaczego? - To pytanie krążyło w mojej głowie. Jeszcze nie dawno mówiła mi jak bardzo mnie kocha i potrzebuje.
To nie fer. Czułam się totalnie oszukana. Zresztą, nie pierwszy raz...
Ból i strach, że właśnie ją straciłam, ogarnął mnie po całości.
Leżałam na łóżku. Byłam momentalnie bardzo zła na nią. Bardzo mocno też jej nawrzucałam. To nie było zupełnie potrzebne. Ale stało się:

...

S: "Miałyśmy inne oczekiwania co do związku"

J: "bosz.... to jest k*wa takie zabawne"

S: "nie chcesz zakańczać tego w zgodzie?"

J: "jakiej zgodzie?"

S:"wydaje mi się, że jest możliwe być ze sobą w dobrych stosunkach ale szanuje to jeżeli twierdzisz inaczej"

J: "dziewczyno... jeśli ty byś potrafiła od tak z dupy żyć z tym wszystkim normalnie... udając. moją koleżaneczkę jak udawałaś przez ten cały czas moją dziewczynę ...
To gratuluje stalowych nerwów.
Pozazdrościć tylko zimnej krwi"

S: "nie udawałam twojej dziewczyny
jesteś dla mnie ważna i cały czas byłaś. Ja po prostu nie nadaje się do związków"





J: "nie wierze w ani jedno twoje słowo juz rozumiesz?
Nie pisz do mnie.
Nie podchodź w szkole.
Nie dzwoń.
Jesteś już dla mnie nikim.
Nie ma cie."

Ja to wszystko napisałam? Złość opanowała mnie tak szybko i efektownie, jak i potem szybko opadła... A smutek powrócił z powrotem.

 

 
Wieczór. Zegar na moim telefonie pokazuję godzinę dziewiętnastą. To zbyt wcześnie na kąpiel. Jest też szansa, że potem będzie zbyt późno i ktoś zajmie mi łazienkę. Zaryzykowałam.
Oparta o nudę i brak zajęcia, weszłam do wanny.
Odkręciłam kurek dość mocno, lecz nie za daleko. Chciałam słyszeć głośne odbicie strumienia o delikatną tafle wody.
Odizolowana odgłosem od reszty świata, prosiłam aby to wszystko się skończyło.
Zanurzona do pasa,
mam ochotę utopić się w moich czarnych myślach. Czemu by tego nie zakończyć? Po prostu. Od tak. Prędzej usiądzie mi na nosie czerwona biedronka i przemówi piskliwym głosem. Lecz, owady nie siadają na ludzkich nosach. Tym bardziej nie mówią.
Nikt ich nie chce, więc nie odzywają się.
Są pokarmem dla innych lub każdy się nimi bawi.
Zagradzają im drogę. Patrzą bezlitośnie na ich zakłopotanie, aż zginą. To bestialskie.
Chciałabym czasem móc odlecieć jak biedronka.
Pchana przez wiatr, poszybować na malutkich skrzydłach gdzieś daleko. Niestety w prawdziwym życiu, prędzej zabiłby mnie przejeżdżający samochód. Takie jest moje szczęście. Owszem bywa, ale nie wtedy gdy go potrzebuję. A gdy już jest, znika po pewnym czasie zabierając wszystko. Wszystko co mi wcześniej dał.
Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to chęć do utonięcia. Wanna pełna łez. Brzmi jak kiepski tytuł nastoletniego filmu.
Jess, jest siedemnastoletnią bohaterką nowego filmu Jana Komasy "Wanna pełna łez". Kolejny dramat o współczesnym życiu, zawodzie miłosnym i nastoletnich przygodach.
Czyż nie brzmi jak opis, zamieszczony na filwebie?
Kto wie, może kiedyś powstanie.
Zapadła głęboka cisza.
Jedno zanurzenie...
Nikt nawet nie spodziewałby się tego.
Czterdziestocentymetrowa tafla wody oddziela mnie od tunelu.
Jedno zanurzenie, jedna droga.
Drzwi bez powrotu. Ścieżka do końca.
Jedno zanurzenie...
To tylko kilka sekund.
To tylko jedno zanurzenie.
Zero płaczu, zero bólu. Nikt by nawet nie zauważył.
Jedno zanurzenie...

Napiszę pożegnalny list. Nie mam papieru. Nie mam nic. Tylko myśli. Napisze go w głowie.

Droga Mamo, drogi Tato.

Nie, to nie to...

Piszę ten list bo chciałam wszystkich poinformować, dlaczego to robie.

To bez sensu... Przecież nic nie piszę.
Chciałabym móc napisać coś, co pozwoli komuś zrozumieć.
Co pozwoli zrozumieć mi, co tak naprawdę robię.
Nie mam nawet kogoś, komu mogłabym to wręczyć. Przecież wszystko skończone...
Napiszę wiec do siebie.

Droga pustko,
Ogarniasz moją całą duszę, jakbyś czegoś szukała. Czy nie dość już ukradłaś?
Chciałabym, aby to wszystko było tylko wizualizacją. Wizualizacją tego co może się zdarzyć.
To sen czy tylko jedna wielka hipnoza, która otacza mój umysł?
Moje oczy są takie zmęczone... Ciało nie chce drgnąć. Czy nie dość mi już ukradłaś?
Za każdym razem chcesz co raz więcej i więcej.
Nie mam już nic. Nawet grama siły.
Droga Pustko, zatem co chcesz mi jeszcze ukraść? Ducha walki? Nie mam go. Ale jeśli coś zostało, to bierz. Mi już się nie przyda.
Nie mam siły już na walkę.

Chęć do życia?

I tak na to nikt nie patrzy. Zabieraj ile tylko udźwigniesz.

Kolory mojego świata?

Nie widzę ich tak jak wcześniej. Schowaj jeśli umieścisz. Ja mam dużo miejsca. Nic i tak go nie chce wypełnić. Wiec, nie przyda mi się też i miejsce. Nie krępuj się.

Wspomnienia. Tylko one jeszcze mi zostały, ale ich też nie chce.

Gorycz słodyczy, smaku i zapachu.
Zimny powiew topniejącego lodu. Jak wodospad spływa po dłoni.
Deszcz. Ciepły i szorstki deszcz. Otacza całe ciało jakby chciał mnie przed czymś chronić.
Nie ma już przed czym. Niczego już nie ma. Niczego już nie chce.
Nie chce ich.
Ciebie tym bardziej tu nie chce.
Odejdź zatem z zapasem fantów i wróć, jak tylko coś jeszcze znajdziesz.
Żegnaj ma jedyna przyjaciółko.
To koniec.